Portugalia z plecakiem

W pogoni za słońcem – czyli nasza podróż z namiotem po Portugalii

Spakowaliśmy plecak, zabraliśmy śpiwory, mały namiot i ruszyliśmy w Portugalię. Jednak dwie godziny przed wylotem spotkała nas niespodzianka! Wyczytaliśmy, że nie można przewozić namiotu (a szczególnie śledzi) w bagażu podręcznym, a tylko taki mieliśmy wykupiony. Zestresowani pojechaliśmy na lotnisko i czekaliśmy na wyrok. Przejdzie czy nie przejdzie? Pan z ochrony patrzy na nas podejrzliwie. Uda się? Uff… Okazało się, że przeszło bez problemu, a więcej zamieszania zrobiły moje wsuwki we włosach, które wywołały zamieszanie na bramkach. Dreszczyk emocji, chwila stresu i jesteśmy w samolocie. Udało się! Lecimy do cudownej Portugalii. Najpierw potterowskie Porto, na materacu u Ani, potem campingi i hostele, znajdywane wzdłuż wybrzeża. Zjechaliśmy kawał Portugalii, od Porto, przez Aveiro, kolorowe wybrzeże Costa Nova, surferskie Nazare aż po wypalone słońcem Algarve.

Pierwszy przystanek – Potterowskie Porto

Zachwycające mosty, wąskie kolorowe uliczki i charakterystyczne niebieskie azulejos, często przedstawiające życie ludzi z innych epok czy sceny z historii. Każdy mały kafelek opowiada inną historię i krzyczy do nas swoim wyraźnym niebieskim kolorem. Dzieje Porto możemy odczytywać wiec na każdym kościółku, domu czy na słynnej stacji kolejowej Sao Bento.

Porto, Portugalia

Małe, wąskie, skromne domki. Sklepy kolonialne z kawą, herbatą i innymi zamorskimi dobrociami, które są jakby zaklęte w czasie. Wszędzie zapach prania i widok schnących kolorowych fartuszków i bielizny. Porto czaruje swoją prostotą i miniaturowością. Czyliśmy się tam jak w dolinie krasnoludków, hobbitów i innych magicznych stworzeń. Nic dziwnego, że J.K.Rowling zainspirowała się w Porto, kiedy tworzyła Harrego Pottera. Znaleźliśmy nawet knajpkę z kanapkami, która była w stanie pomieścić zaledwie kilka osób i przypominała wyimaginowane miejsce, do którego można wejść, wciskając się pomiędzy ściany, niczym przez peron 9 i 3/4. 

Nie można być w Porto i nie skosztować sławnego Porto. My wybraliśmy się na wycieczkę po jednej z lokalnych winiarni. W Quinta dos Corvos skosztowaliśmy kilku rodzajów tego słynnego trunku, nauczyliśmy się jak jest ono produkowane i jak powinno być przechowywane. Co tu dużo opowiadać – jako wielka miłośniczka wina (łagodnie mówiąc), byłam w raju.

💡W planowaniu trasy zwiedzania najbardziej pomógł mi wpis z Duże Podróże, a najlepszą knajpkę znaleźliśmy nie w samym Porto, a w Vila Nova de Gaia – Casa Dias.

Wino Porto w Porto, Zwiedzanie winiarni w Porto, Portugalia


„Weneckie” Aveiro

Miasteczko nazywane portugalską Wenecją. Po pobycie w tym miejscu muszę stwierdzić, że ta nazwa jest jednak troszeczkę naciągana. Owszem, miasteczko jest bardzo ładne. Domy są udekorowane kolorowymi azulejos, a gdzieniegdzie znajdziemy również stare pałacyki, wille i inne piękne budowle, które niestety lata świetności mają już za sobą. Aveiro zaskoczyło nas jednak bardzo pozytywnie, jeżeli chodzi o jedzenie. Będąc tam nie można przegapić kolacji w O Buraco, gdzie zjemy pyszne owoce morza wśród lokalsów i to wszystko w przystępnych cenach.

Aveiro, Portugalia


Kolorowa Costa Nova

Do tego bajkowego miejsca dojedziemy busem z Aveiro, który ma swój przystanek nieopodal szkoły językowej. Bus kursuje między Aveiro i Costa Nova cały dzień a za bilet zapłacimy około 2 euro/os. Samo miasteczko jest bardzo fotogeniczne, ale także bardzo senne. Po drodze nie spotykaliśmy wielu mieszkańców i tak na prawdę oprócz oglądania kolorowych fasad, nie ma tam zbyt wiele do robienia. Za to plaża, która rozciąga się przy Costa Nova jest przepiękna – długa, piaszczysta, z wielkimi falami. To idealne miejsce na uprawnianie sportów wodnych. W leniwym plażowaniu może nam przeszkadzać silny wiatr i głośny szum fal, który my jednak polubiliśmy.

Costa Nova, Kolorowe domki, Portugalia
Kolorowe domki w Costa Nova

Plaża Costa Nova, Portugalia, Aveiro


Surferskie Nazare

O Nazare mogłabym opowiadać godzinami. W tym niewielkim miasteczku zostaliśmy oboje kawałek siebie. Paweł ze względu na surfing, ja ze względu na wspaniałych ludzi, których tam spotkaliśmy, a także za historie, które Nazare w sobie kryje. To rybackie miasteczko z duszą, które wciąż żyje wedle dawnych reguł. Starsze kobiety ubierają się w tradycyjne czarne stroje, które ich prababcie nosiły, siedząc na plaży i wyczekując swoich mężów, synów i braci. Mężczyźni, zawsze eleganccy, w ciemnych kaszkietach, przesiadujący na brzegu i wpatrzeni w bezkres oceanu. Wąskie uliczki, lokalny targ i piękna panorama na ciągnącą się w nieskończoność plażę. Nazare to nasz mały raj.

💡 Jeżeli chcecie spróbować zupy rybnej i najświeższych owoców morza i ryb w Nazare, to musicie być cierpliwi i ustawić się około 19:00 w kolejce do A Tasquinha.

Nazare, Portugalia

Panorama Nazare, Portugalia


Skok na południe: Algarve

Jakie jest południe Portugalii? Wypalone słońcem? Pachnące pomarańczami? Usnute niebiańskimi plażami? Myślę, że wszystkiego ma po trochu i nie dziwię się, że cała Europa chce zobaczyć majestatyczne klify Algarve, bo na prawdę robią one wrażenie. Autobusem  z Lizbony dotarliśmy najpierw do Portimão. Byliśmy w nim jedynie przejazdem, ale zrobiło na nas pozytywne wrażenie. Bardzo mili, pomocni mieszkańcy, urocze uliczki i wszędzie słychać dźwięczny język portugalski.  Z tamtąd musieliśmy się przedostać na camping do kolejnego miasteczka Alvor. Ma ono na prawdę piękną plażę, a po południu nie ma na niej zbyt wiele osób, co pozwala się cieszyć oceanem i gorącem południa kraju.

Alvor, Algarve, Plaża Três Irmãos, Portugalia
Plaża Três Irmãos

Alvor, Algarve, Plaża Três Irmãos, Portugalia


Lizbona na dobranoc

Po powrocie z południa Portugalii, spędziliśmy jeszcze dzień w Lizbonie. Wracaliśmy wtedy do naszych ulubionych miejsc, a wieczorem włóczyliśmy się po Bairro Alto. Za pierwszym razem Lizbona nie wywarła na mnie takiego wrażenia, ale kiedy do niej wróciliśmy, nagle poczuliśmy się tam jak w domu. Znane uliczki, knajpki, na każdym kroku uśmiechnięci Portugalczycy, stale powtarzający “Todo bem”.

Więcej o Lizbonie pisałam tutaj

Z plecakiem i namiotem po Portugalii


Po powrocie do Polski czulimy niedosyt i już planowaliśmy powtórkę. Bo tak na prawdę Portugalia jest jeszcze nieodkrytym rajem, z wyśmienitym jedzeniem, życzliwymi ludźmi i jednymi z najpiękniejszych plaż, jakie widzieliśmy w życiu. Ludzie mimo trudów i nieciekawej sytuacji ekonomicznej, codziennie przesiadują na porannej kawie, nieśpiesznie przemierzają ulice, by wieczorami wyśpiewywać saudade, czyli tęsknotę, którą noszą w swoich sercach.

Hej! Mam na imię Karolina, mam 24 lata i od kilku lat moje życie jest niesamowitą przygodą. Mieszkam we Wrocławiu, gdzie pracuję w firmie IT jako specjalista ds. administracyjnych i rekrutuję programistów. A w wolnym czasie... Podróżuję!
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.