Podróż do krainy wulkanów – 10 miejsc, które warto zobaczyć na Lanzarote

Wyspa ognia, wyspa diabła, kraina wulkanów – każda z tych nazw oddaje na swój sposób to miejsce i jego charakter. Lanzarote albo się kocha, albo nienawidzi. Kraina pełna wulkanów, zastygłej lawy, gdzieniegdzie udekorowana palmą bądź kaktusem. Białe domki, o określonej wysokości, a tuż przy nich wielkie jeepy – do przemierzania nierównych terenów i łódki, na których codziennie wyławiane są skarby oceanu – owoce morza i ryby. I gwiazda wyspy, a właściwie wszystkich Wysp Kanaryjskich – Cesar Manrique, który sprawił, że wyspa mimo turystyki zachowuje swój czar. 

Kapryśna północ wyspy

Tak jak to było w przypadku Teneryfy i Fuerteventury, północ jest nieco zimniejsza ale przez to również mniej turystyczna. Na samej północy znajduje się słynny Mirador del Rio, zaprojektowany przez Manrique, a tuż obok znajdziemy Caleton Blanco, do złudzenia przypominający nam plaże Fuerteventury. Jednak to co północ ma najpiękniejszego to miasteczko Teguise a przede wszystkim fundacja Cesara Manrique, która zapewnia nam podróż przez życie i twórczość tego cudownego artysty. Jest on znany i kochany na całych Wyspach Kanaryjskich, a jego wpływ możemy dostrzec nawet na drogach, a dokładniej na rondach, gdzie umieszczone są jugetes del viento, jego autorstwa. Na północ wyspy przeznaczyliśmy dwa dni – jeden na Teguise oraz Famarę i kolejny na Fundację, Harię, Mirador del Rio i Caleton Blanco.

Juguete del viento, Cesar Manrique
Juguete del viento, Cesar Manrique

Fundación César Manrique

To miejsce niezwykłe i spodoba się zarówno osobom, które zakochane są w Manrique jak ja, jak i każdemu, kto lubi naturę i sztukę. W tym właśnie domu mieszkał Manrique, a potem oddał swój dom na muzeum i przeniósł się do Harii. Ten dom to zjawisko. Nie da się tego opisać słowami i ciężko to przedstawić na zdjęciach.

Zaczynamy od wystawy zdjęć i prac artysty, w których widzimy jak ta wyspa go kształtowała i dostarczała mu bodźców.potem wchodzimy do różnych pomieszczeń i widzimy zdjęcia Manrique z jego przyjaciółmi oraz zapisane na ścianach jego słowa, dotyczące twórczości, przyjaźni, natury. Wyobraźcie sobie, że mieszkacie w podziemnej jaskini, leżycie na hamaku a przez otwory w suficie wlatują pierwsze promienie słońca, słychać szum wody i absolutny spokój, który on odnajdował w naturze. W moim przypadku, wizyta w tym miejscu zmieniła patrzenie na rzeczy i uświadomiła mi, jak niewiele potrzebujemy, aby być szczęśliwym.

Fundación César Manrique
Fundación César Manrique

Playa de Famara

Takie plaże lubimy najbardziej. Długie, z widokiem na groźne skały i z mnóstwem surferów i surferek, walczących z falami. Paweł już pierwszego dnia wybrał się spróbować tam swoich sił i nie było takiej siły, aby go wyciągnąć z wody. Plaża nie jest najlepsza dla osób chcących się poopalać, bo wieje cholernie, ale dla wytrwałych, Kanaryjczycy przygotowali specyficzne kamienne schronienia, gdzie można się położyć i cieszyć słońcem.

Gdzie wypożyczyć deskę: La Santa Procenter

Playa De Famara, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie
Playa De Famara, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie

Miasteczko Famara jest ucieleśnieniem surferskiej wioski – deski na każdym rogu, suszące się pianki przed co drugim domkiem, łódki zaparkowane obok samochodów i ludzie chodzący boso po pisaku, bo przecież tu nie ma drogi.

Caleta de Famara, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie
Caleta de Famara, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie

Mirador del Rio

Jadąc na ten punkt widokowy zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Harii, dolinie tysiąca palm. Miasteczko wydało nam się nieco wymarłe. bo prawie żywej duszy nie spotkaliśmy na ulicach. Był środek dnia, więc pomyśleliśmy, pewnie Hiszpanie sączą już kawkę, poukrywani w swoich barach. I bingo! Zawszliśmy do pierwszego lepszego baru, a stoliki zapełnione były kawoszami. Czasem wydaje mi się, że powodem mojej miłości do Hiszpanii jest wręcz uroczyste umiłowanie barów, jako miejsce odpoczynku i pogawędek.

Typowy hiszpański bar - Centro Sociocultural La Tegala
Hiszpański bar w Harii

A sam punkt widokowy był jak każdy punkt widokowy. My kochamy widoki z góry i wiatr we włosach. Takie posiedzenia sprzyjają rozmową o życiu i planowaniu następnych podróży. 

Punkt widokowy Mirador del Río, Lanzarote
Punkt widokowy Mirador del Río

Caleton Blanco

W tym miejscu pogoda nam dopadła – próbowaliśmy uciec przed burzą i popluskać się w kałużach otoczonych zastygłą lawą, ale niestety się nie udało. Zdążyliśmy tylko dojść na plażę i zaczęło padać, ba zaczęło lać. Po kilkunastu minutach przeszło jednak i wyszło piękne słońce – taka jest pogoda na wyspie w grudniu. Krajobraz przy Caleton Blanco znaliśmy już z Fuerteventury, ale my lubimy takie połączenia – piękny biały piasek, czarna lawa, zielone porosty i krystalicznie czysta woda.

Caletón Blanco, Lanzarote
Caletón Blanco, Lanzarote

Miasteczko Teguise

Kiedy przeczytasz, aby nie jechać tam w niedziele, uwierz na słowo i nie jedz tam w niedziele. Mieliśmy to szczęście, że pojechaliśmy tam rano, około 8:00, kiedy Teguise dopiero budziło się do życia. Wstąpiliśmy na kawę i obserwowaliśmy spokojne życie mieszkańców. Każdy się zna, wita ciepłym uściskiem lub serdecznym uśmiechem, Pan grający na gitarze na placyku nie może dokończyć piosenki bo każdy znajomy chce z nim zagadać i po prostu siłą rzeczy nie może wykonywać swojej pracy. Pani rozstawiająca stragan na niedzielny targ, zamiast pilnować swojego dobytku i polować na klientów, siedzi w kawiarni na rogu i debatuje ze staruszkami. Miasteczko urocze, przypominało nam nieco La Orotavę z Teneryfy. Jednak po godzinie 10:00 w niedziele, zmieniło się ono nie do poznania, nie dało się przejść uliczkami, które jeszcze kilka minut temu były puste, zostało ono zalane ludźmi z całej wyspy, przybyłych w wielkich autokarach właśnie na ten targ.

Teguise, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie, VisitLanzarote
Teguise, Lanzarote, Wyspy Kanaryjskie

Wulkaniczny zachód wyspy

Kiedy wracaliśmy już do domu i czekaliśmy na start samolotu, wspominaliśmy cały wyjazd i zgodnie uznaliśmy, że to ostatni dzień, na zachodzie wyspy, był tym najlepszym. Widoki nie z tej ziemi, piękna i groźna natura oraz ograniczona liczba osób – zachód wysypy to więc nasz faworyt, który dostarczył nam najwięcej wrażeń.

Okolice wioski el Golfo

Dla nas ciekawsze niż samo zielone jeziorko, z którego jest znany ten teren, była czarna plaża, na której ono się znajdowało. Do samego jeziorka nie można podejść, co też rozumiemy, bo ludzie nie szanują tego typu miejsc i pewnie wrzucali by tam śmieci i co popadanie. Tą niedogodność rekompensują nam widoki z niedalekiego punktu widokowego, z którego możemy podziwiać czarne plaże, tą na której leży jeziorko i pobliską plaże tuż obok. W pełnym słońcu wygląda to zjawiskowo. Porównajcie sobie sami.

Mirador El Golfo
Mirador El Golfo

Charco Verde (Zielone Jezioro)
Charco Verde (Zielone Jezioro)

Hervideros

Jeżeli kochasz ocean jak my – to będzie miejsce dla Ciebie. Dla nas była to najciekawsza atrakcja wyspy. Klimat jak  na Marsie a przy brzegu, ogrom wody ciosający w brzeg. W słońcu wyglądało to jak jakiś niesamowity spektakl. Przy każdym uderzeniu fali w skały czuliśmy bryzę na naszych twarzach a dodatkowo siła uderzenia była tak ogromna, że miało się wrażenie, jakby ta formacja miała się za chwilę zawalić. W tym miejscu rządzi natura a my możemy się jej przyglądać i odczuwać wobec niej respekt.

Los Hervideros, Lanzarote
Los Hervideros, Lanzarote

Playa Montaña Bermeja

Po podziwianiu pięknych widoków w El Golfo oraz Los Hervideros, czas na relaks. A gdzie można zrelaksować się bardziej, niż na czarnej plaży, błyszczącej się w promieniach słońca z widokiem na surferskich śmiałków, którzym żadna fala nie straszna. Plaża Montana Bermeja ma jeszcze jeden wielki atut, z jednej strony ocean i groźne skały a z drugiej wulkany i zastygła lawa. Nie mogliśmy przegapić opalania się i kąpieli w takiej scenerii.

Playa Montaña Bermeja
Playa Montaña Bermeja

Krajobrazy nie z tego świata

Wcale nie trzeba wykupować płatnej wycieczki autobusowej do Parku Narodowego Timanfaya aby podziwiać te widoki. Wybierając się na zachód aby zobaczyć zielone jeziorko oraz Los Hervideros, jechaliśmy drogą (LZ-704), która dostarczyła nam mnóstwa takich obrazków jak poniżej. Potem jadąc na pyszną kolację do La Santy wybraliśmy jeszcze piękniejszą i zjawiskową drogę – LZ-67. Bo najciekawszą atrakcją Lanzarore jest właśnie przemierzanie jej dróg. 

Księżycowy krajobraz Lanzarote
Księżycowy krajobraz Lanzarote

Winne i piaszczyste południe wyspy

Nie chcieliśmy mieszkać na południu wyspy, które jest nieco bardziej turystyczne, ale chętnie wybraliśmy się tam na jednodniową wycieczkę, aby sprawdzić perełki, o których słyszeliśmy od naszych hostów z Airbnb – winnice pośród wulkanów i słynna plaża Papagayo.

La Geria

My wybraliśmy się do bodegi El TableroWpisaliśmy adres w Google Maps i jechaliśmy przez doliny porośnięte krzewami winorośli. W końcu dotarliśmy do bodegi – białego domku pośrodku pól lawy. Przywitał nas młody Hiszpan i od razu zaczął nas zagadywać po angielsku. Zbuntowaliśmy się i przeszliśmy na hiszpański a on uradowany, że może mówić w swoim języku, zaczął nam opowiadać o winach, które produkuje i których możemy skosztować tylko tutaj, na Lanzarote. Po degustacji wybraliśmy swojego faworyta i ruszyliśmy dalej – prosto na plażę. Mieliśmy wino, ser i oliwki  i nic więcej nie było nam potrzeba.

La Geria
La Geria

Playas Papagayo

Piaszczysta plaża na południu wyspy, do której dojechać można tylko samochodem (3 euro wjazd) po szturmowej drodze. Takie wyzwania lubimy! Plaża była prawie pusta gdy tam dotarliśmy a najpiękniejszymi widoki uroczyła nas po południu, kiedy słońce już zachodziło, a fale były coraz potężniejsze.

Playa de Papagayo, Lanzarote
Playa de Papagayo, Lanzarote

Garść praktycznych informacji!

Gdzie się zatrzymać?

My zatrzymaliśmy się w Costa Teguise, które było dobrą bazą wypadową, aby eksplorować wyspę. Mieliśmy przyjemność zatrzymać się u Milo i Paolo, którzy byli jednymi z najlepszych hostów, jakich mieliśmy.

Zniżka 100 zł na Twoją pierwszą podróż!

Mimo, że dobrze nam się mieszkało w Costa Teguise, miasteczko było turystyczne i nie podobały nam się kolorowe stoiska ze wszystkim, od strojów kąpielowych po bumerangi (what?!). Myślę, że trochę bardziej dopasowaną lokalizacją do naszych oczekiwań byłaby Caleta de Famara, surferskie miasteczko z niesamowitą plażą i zaledwie kilkoma barami. 

Co jeść, co pić?

Jeżeli to wasz pierwszy wyjazd na Wyspy Kanaryjskie – musicie spróbować ich papas arrugadas z sosami, świeżych owoców morza (najlepsze w miejscowości La Santa) oraz lokalnych serów (queso fresco) oraz win (La Geria), które można kupić w pobliskich bodegach. Niestety, wyspa ta nie oferuje tyle owoców co pobliska Teneryfa (o jej przysmakach pisałam tutaj) ale na lokalnych targach możemy spotkać produkty z okolicznych wysp.

Jak się przygotować?

🎒 Naszym zdaniem najlepiej wybrać się tam na trzy, maksymalnie cztery dni, bo wyspa jest mała i mając samochód wszystko da się zobaczyć nawet w jeden dzień. Trzeba zabrać ze sobą wygodne buty do chodzenia po ostrych skałach (wulkany) oraz kurtkę na silny wiatr. Plażować można tam o każdej porze roku. My byliśmy w grudniu (ok. 25 stopni) i mogliśmy się opalać, surfować a nawet pływać, dlatego też nie wolno zapomnieć o kostiumie oraz kremie z filtrem.

🚗  Bez wypożyczenia auto, ciężko nam będzie się poruszać po wyspie. My korzystaliśmy z Autoreisen (już drugi raz). Płaciliśmy za wszystko kartą Revolut i nie było z tym problemu. 

📝 Jeżeli chodzi o przygotowanie merytoryczne, to w internecie jest mnóstwo informacji, włączając w to oficjalną stronę turystyki w Lanzarote. Oprócz tego znaleźliśmy na allegro świetny przewodnik “Lanzarote. Witajcie w raju”. Dodatkowo podczas pobytu warto ściągnąć sobie aplikację GoFishBay, dzięki której możemy śledzić na bieżąco ciekawe wydarzenia na wyspie, takie jak wycieczki, targi czy też kino na świeżym powietrzu.

Hej! Mam na imię Karolina, mam 24 lata i od kilku lat moje życie jest niesamowitą przygodą. Mieszkam we Wrocławiu, gdzie pracuję w firmie IT jako specjalista ds. administracyjnych i rekrutuję programistów. A w wolnym czasie... Podróżuję!
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.