Uliczki Chanii, Kreta

Chania i jej zakamarki – czyli co warto zwiedzić na Krecie w kilka dni?

Będąc na Krecie przeznaczyliśmy cały dzień na Chanię, a dwa następne na cudowne plaże – Balos i Seitan Limania. Chania to miasto niezwykłe, wielokulturowe i złożone. W starożytności znajdowało się w tym miejscu miasto-państwo, o nazwie Kydonia. Możliwe, że zostało ono założone przez legendarnego króla Minosa, bądź jego potomków, a jego nazwa nawiązuje do wierzeń starożytnych Greków. Kydonia to greckie określenie na pewien wyjątkowy owoc – pigwę, będącą atrybutem bogini piękna Afrodyty. Miasto, które powstało w miejscu tamtej starożytnej krainy to Chania. Miejsce z duszą, historią i jej cieniami. Rzymianie, Wenecjanie, Turcy, potężny meczet obok weneckich murów, minaret obok starożytnych wykopalisk, czy weneckie kamienice obok tureckich łaźni. W tym mieście odbija się skomplikowana historia całej wyspy, którą poznajemy krok po kroku, wałęsając się wąskimi uliczkami.

Spacer po Chanii

Naszą przygodę z Chanią zaczynamy na placu 1866, nazwanym tak na cześć rewolucji przeciw władzy osmańskiej na wyspie. Plac zwieńczony jest pomnikami wojowników kreteńskich i maleńką fontanną turecką. Dookoła znajduje się wiele kawiarenek, w których Kreteńczycy zaczynają dzień od rozmowy ze znajomym przy filiżance mocnej, czarnej kawy.

Plac-1866-Chania-Kreta

Następnie udaliśmy się do Hali Targowej (Agora), gdzie można kupić świeże ryby, mięso a także oliwki. Jest tam również mnóstwo typowo turystycznych stoisk, na których znajdziemy dosłownie wszystko, od ręczników, przez oliwy, po stylowe wazy z antycznymi bohaterami. Kiedyś różne sklepiki z artykułami spożywczymi były porozrzucane po całej Chanii, w związku z czym jej mieszkańcy musieli biegać od jednego miejsca do drugiego, chcąc zrobić zakupy. Dlatego w 1913 roku została zbudowana Hala Targowa, skupiająca kupców i kupujących w jednym miejscu.

Przechadzając się koło stoiska z rybami, zaczepił nas pewien sprzedawca i zapytał, skąd jesteśmy. Kiedy odpowiedzieliśmy, zapytał Pawła, czy nie ma na imię Mirek, ponieważ znał kiedyś pewnego Polaka o takim imieniu, z którym pracował przez blisko 20 lat. Mirek miał jednak pewne nietypowe hobby. Co chwilę rodziło mu się nowe dziecko, dlatego musiał wyjechać do Anglii i zostawić Kretę, w poszukiwaniu lepszych zarobków, pozwalających mu utrzymać rodzinę. „I told him, Mirek stop, to many children, but Mirek couldn’t stop” – tłumaczył nam nasz rozmówca.

Agora hala targowa Chania kreta

Agora, Hala Targowa, Chania, Kreta

Oliwki i sery, Chania, Agora, Hala Targowa, Kreta

Nasz następny przystanek to dzielnica Splanzia, zamieszkiwana kiedyś przez Turków. Znajduje się tam plac 1821, na którym gromadzą się zarówno mieszkańcy jak i turyści, by odpocząć w cieniu drzew przy piwie i meze, czyli kreteńskiej przekąsce. Jedliśmy w znanym wśród miejscowych barze Kafenio, ale wyspiarskie tapas nie skradło naszego serca. Plac i jego obecna nazwa nawiązują do historii, kiedy Grecy próbowali uwolnić się spod jarzma Imperium Osmańskiego i wznieśli rewoltę.  Turcy w Chanii, chcąc odwieść Kreteńczyków od podobnych pomysłów, powiesili na jednym z drzew biskupa Kissamos. Tak, dla przestrogi.

Przy placu znajduje się kościół Świętego Mikołaja, zbudowany przez Wenecjan, a za panowania osmańskiego przemianowany na meczet. Chociaż obecnie modlą się w nim wyznawcy kościoła prawosławnego, katolicka wieża i turecki minaret przypominają o przeszłości tego miejsca. Podobało mi się, że było przy nim mnóstwo  kwiatów i krzewów, wśród których przechadzał się miły kotek.

Plac-1821 Chania Kreta

Potem zagłębiamy się w labirynt uliczek, z których każda przekazuje nam inną historię.  Z placu 1821 idziemy ulicą Daliani (Ntaliani), zamieszkiwaną kiedyś tylko przez Turków, do której inni mieszkańcy miasta niechętnie się udawali. Charakterystycznym elementem tej ulicy jest minaret, który ciekawie komponuje się z urokliwymi kamienicami.

ulica Daliani, Minaret, Chania, Kreta

ulica Daliani, Chania, Kreta

Przechodzimy na Skridlof (Stiwanadika), zwaną również skórzaną uliczką. Jeszcze przed przekroczeniem jej progów, czuć ten charakterystyczny zapach. Pachnie tam skórą, z której są zrobione torby, paski i inne wyroby rzemieślnicze, które możemy dostać na tej uliczce.

Skridlof (Stiwanadika), Chania, Kreta

W końcu wchodzimy na główną, najpopularniejszą ulicę miasta – Chalidon, na której znajduje się jeszcze więcej sklepików i co za tym idzie, jeszcze więcej ludzi. To sprawia, że ma się ochotę szybko stamtąd uciec i zgubić się w którymś z mniej obleganych zakamarków. Niestety, cieżko takie znaleźć. Mimo, że sezon dopiero się zaczął, ulice Chanii są pełne ludzi. Zmierzamy więc dalej, w stronę portu. Zanim jednak tam dojdziemy warto zajrzeć na uroczą uliczkę  Zampeliou z klimatycznymi knajpkami i wyjątkowymi sklepikami.

Zampielou, Chania, Kreta

Wychodząc z labiryntu uliczek, czujemy mocny powiew wiatru, to znak że jesteśmy przy morzu, a dokładniej na placu Sintrivani (plac Eleftheriosa Venizelosa), zwieńczonym maleńką fontanną. Plac ten służył kiedyś jako rynek, gdzie rozładowywano statki,  organizowano przedstawienia teatralne czy po prostu plotkowano, o ważnych i mniej ważnych sprawach. Prosto z placu wchodzimy do portu weneckiego, ale pierwsze co rzuca się w oczy to duży biały meczet, przy którym stoi wojskowy samochód. Nazywany jest on Meczetem Janczarów bądź Yali Tzamissi, co dosłownie oznacza meczet przy morzu. Niestety, pozostaje on zamknięty dla zwiedzających z powodu rzekomego remontu, którego jakoś nie zauważyliśmy. Jak większość obiektów w Chanii ma on za sobą ciekawą historię,  ponieważ wzniesiono go na miejscu kościoła, demonstrując tym samym zmianę rządów na wyspie.

Meczet w Chanii, Kreta

Wkraczamy zatem powoli do portu weneckiego. Siedząc na ławce w porcie, podziwiamy kolorowe kamienice, kontrastujące z białym meczetem Janczarów, oraz weneckie mury zwieńczone smukłą latarnią. Te fortyfikacje przywodzą na myśl dawne czasy, kiedy mieszkańcy Chanii musieli bronić się przed napadami piratów, którzy mieli swoją siedzibę w okolicach cudownej laguny Balos. Najbardziej znanym z nich był Barbarossa, który przedostał się przez szereg fortyfikacji i dotkliwie splądrował miasto.

Kiedy przechadzaliśmy się po porcie i rozkoszowaliśmy się promieniami kreteńskiego słońca, zaczepił nas pewien mężczyzna, właściciel restauracji. Zapytał nas skąd jesteśmy, a kiedy dowiedział się, że przyjechaliśmy z Wrocławia, ucieszył się i postawił nam wino. Okazało się bowiem, że jego żona jest z Wrocławia i dlatego właśnie zaprosił nas na lampkę czerwonego wina w swojej restauracji. Gościnności Kreteńczyków, tak wysławianej w wielu książkach, można więc doświadczyć na każdym kroku i w każdym miejscu tej cudownej, szczęśliwej wyspy.

Port wenecki w Chanii, Kreta

Potem przechadzaliśmy się po weneckich murach i podziwialiśmy smukłą wenecką latarnię. Wyobrażałam sobie wtedy, jak musiało wyglądać to miejsce wiele lat temu, kiedy przechodziło z rąk do rąk, będąc tak strategicznym punktem na mapie ambitnych mocarstw i potęg morskich. Najazdy piratów, okupacja turecka, naloty i bombardowania niemieckie podczas wojny. Chania i jej mieszkańcy bardzo wiele wycierpieli, a mimo to, to najszczęśliwsi i najbardziej serdeczni ludzie, jakich miałam szczęście spotkać.

Faro, Latarnia wenecka w Chanii, Kreta

Po odpoczynku możemy zgubić się jeszcze na chwilę w uliczkach Theotokopoulos i Angelou, na których znajdziemy stare weneckie kamienice. Żółty, surowy kamień, porośnięty zielonym bluszczem lub opleciony różnokolorowymi kwiatami czy odnowione kamienice w ciekawych, kontrastowych kolorach.  W miejscach, takich jak te można odpoczywać godzinami, sącząc kawę czy wzmacniając się diabelsko mocną rakiją.

Angelou, Chania, Kreta

Theotokopoulos, Chania, Kreta

Ostatnim punktem naszej wycieczki było wzgórze Profitis Ilias, skąd mogliśmy podziwiać piękną panoramę Chanii. Położone na północy miasta wzgórze, to nie tylko punkt widokowy, ale również miejsce, które pozwala nam poznać lepiej historię wyspy. Znajduje się tam bowiem grób Elefteriosa Venizelosa, długoletniego premiera Krety, który miał ogromny wkład w uzyskaniu przez wyspę niepodległości. Kiedy Imperium Osmańskie słabło, Kreta postanowiła wykorzystać swoją szansę i uwolnić się spod jarzma najeźdźców, a na jej czele stanął adwokat z Chanii – Venizelos.

Profitis Ilias, panorama Chanii, Chania, Kreta

A na koniec kotki. Kotki i pieski były wszędzie, tak jak w Atenach i Pireusie. Bezpańskie, głodne, często okaleczone. W Grecji bowiem nie ma schronisk dla zwierząt, w związku z czym te biedne stworzonka są skazane same na siebie i ślepy los.

Koty-na-Profitis-Ilias, Chania, Kreta

Wskazówki w pigułce:

Gdzie mieszkać: przy spokojnej plaży Nea Chora Beach, gdzie znajduje się mnóstwo małych knajpek

Gdzie jeść: pyszna kawa w Neighbor’s Chania i kolacja w  Manos Taverna

Chania pachnie kwiatami, które porastają jej piękne zakamarki. Weneckie kamienice sąsiadują tam z tureckim meczetem a magia kolorów i zapachów tego miasta oczaruje każdego. Właściwie, każdy zakątek tego miasta to inna opowieść, inna historia, a czasem inny świat.  Warto tam zajrzeć i się zgubić. Bo spacer po Chanii to podróż w czasie, podróż przez dzieje Krety i poznawanie jej odcieni.

Mam na imię Karolina, mam 24 lata i od kilku lat moje życie jest niesamowitą przygodą. Mieszkam we Wrocławiu, gdzie studiuję i pracuję, ale w każdej wolnej chwili staram się uciekać na chwilę do innych krajów, by poznawać ich uroki. Więcej...
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.